Czas najwyższy
Znów sie odzywam. Powróciłam już duchowo z wakacji, na których tak naprawdę byłam niezwykle krótko.
W tym tygodniu 7 dni na 7 spędziłam w kinie, w tym 6 na pracy.
48 godzin pracy na kawiarni w towarzystwie ekspresu, tampera, kolby i wyciskarki do soków.
Jutro czeka mnie kolejna kawiarnia i już czuję, ze nie chce mi sie wstawać o 6tej, żeby zrobić kanapki, które i tak, jak znam życie, pójdą na straty.
Plan na dziś wieczór: pójsć wczesniej spać, bo po imprezie urodzinowej piotrka jestem mocno przymulona i czuję symptomy depresji. Praca mi dziś nie szła, co spotegowało poczucie życiowej porażki. No, ale cóż zrobić.
Już niebawem bedę znała cały swój sghowy plan zajęć i zdecyduję, czy kończe moja przygode z kinem, czy zostaję dla ludzi i darmowych biletów. Az nie mogę się doczekac tego planu:)
Ide spać kamasze 2007-09-05 20:40:11 skomentuj (2)
May
Od dziesieciu dni pracuję, w kinie:) Nareszcie będe miała impuls, żeby dorosnąć. Zaczynam lepiej rozumieć, co się dzieje wokół mnie. To dobrze:) kamasze 2007-05-04 10:17:52 skomentuj (0)
czekam na słońce
Niedługo mogłam się cieszyć wiosną. Chętnie wrzuciłabym już moje zimowe ciuchy wgłąb szafy, nawet planowalam w najbliższych dniach wymianę kurtki na lżejszą, ale zaczęło padać:]
Ostatnio nic się nie dzieje. Tzn. niby moje otoczenie kręci się wokół mnie niczym karuzela w dzikim pędzie, ale nie mam siły na nią wskoczyć, chociaż się staram. Dziś mialam pójsć na trening Negocjatora na temat etykiety dyplomatycznej, na który specjalnie zapisywałam sie prawie przez dwa dni, ten na którym najbardziej mi zależało. No i okazało sie, ze zmienili salę. I niepotrzebnie czekałam dwie godziny w złym miejscu:/
Jutro jest wykład W. Bartoszewskiego, w nim już nic nie powinni zmienić. A potem w środę czeka mnie drugi, trochę mniej ciekawy trening o rozwiązywaniu sytuacji kryzysowych. Mam nadzieję, ze nie wywiną mi powtórnie takiego numeru z salą. kamasze 2007-03-19 23:26:35 skomentuj (0)
niepokojąca pustka i samonapędzajaca się nuda
hm... warto by znów coś napisać. Inaczej skasują mi bloga w dzień kobiet.
No więc: pierwsza sesja poszła mi bez polotu. Staram się o niej nie myśleć, bo średnia ocen jest żenujaca.
Na szczęście, potem miałam okazję wypocząć i wyszaleć się we Włoszech na nartach, ale ostatniego dnia wyjazdu się rozchorowałam i przez kolejny tydzień nie wychylałam nosa z domu.
Choroba mi nie przeszła. Co prawda przestałam już rzęzić i temperatura ciała nie osiąga już 38 stopni, ale czuję się zupełnie pusta wewnętrznie.
Zresztą, to też jest całkiem ciekawy temat:] Bo nie jestem pewna, czy to uczucie jest spowodowane chorobą, brakiem mikroelementów, niedostatkiem lektury mądrych książek niebędących podręcznikami, jakimś stresującym wpływem otoczenia, czy po prostu powoli ujawnia się jakaś wrodzona choroba psychiczna. W każdym razie, jestem nie lada zaniepokojona, bo póki mam tak nikły zasób słownictwa, pamięć słabą i brak chęci do życia, to cierpi na tym moje życie towarzyskie.
Dzisiaj na przykład spotkałam się z moją partnerka brydżową Agatką i dwoma chłopakami w celu rozegrania kilku partii brydża. Oczywiście, bez żadnych zobowiązań i liczenia punktów. Szło mi baardzo źle, nie sklejałam dostatecznie dialogu, nie rozumiałam, co się dzieje na stole, nie mogłam zapamiętać schodzących kart. Żenois. Tak więc jestem obecnie przepełniona przerażeniem i strachem o siebie samą, co mi również w żadnym stopniu nie pomaga w rozwiązaniu tego problemu.
Innym moim zmartwieniem jest poczucie natłoku zajęć. Wydaje mi się, ze jestem bardziej zmeczona niż w poprzednim semestrze. Mniej jestem w stanie zrobic, i prawdę mówiąc w ogóle nie przygotowuję się na zajęcia do szkoły.
Dosłownie kilka godzin temu uświadamiałam Zuzi, jak jest mi ciężko, podliczając liczbę godzin zajęć i wyszło mi ich dosyć mało. Na razie jestem w szoku, ale mam nadzieję, że do poniedziałku mi przejdzie i z nowym, otwartym podejściem do świata i czasu przestanę być aż tak bardzo wyczerpana.
Hm... o czym by tu jeszcze pomarudzić... O, właśnie zauważyłam, ze obrazek na moim blogu się nie wyświetla. Powinnam chyba coś z tym zrobić:/ Dobra, zostawię to na jakieś okienko na uczelni, bo doświadczam wtedy ogromu nudy, nawet jesli uda mi się dorwac do jakiegos sprzętu w Wirtualnym Dziekanacie. Przynajmniej bedę miała jakieś zajęcie:) No, i ciekawa jestem jak mogę wykasować te wyskakujące reklamy.
Kończę już, bo doprawdy, nie moge się doczekać przeczytania jeszcze kilkunastu stron z książki o socjologii:] (jest w miarę ciekawa jak na podręcznik, więc mam nadzieje, że wyrwie mnie z tego marazmu;) kamasze 2007-03-04 00:02:22 skomentuj (0)
och...
już strasznie dawno nie pisalam, jak zwykle. Teraz akurat mam pięć minut czasu wolnego, bo siedze na Auli Spadochronowej i czekam na xero książki. Jestem z siebie dumna, bo już od 8ej rano próbowałam sie zalogować na sieć eSGieHowską i udało mi się to dopiero teraz (sięgnęłam do instrukcji;)
W najbliższym czasie mam troche zawirowań przestrzennych, bo w tym tygodniu np. musze zaliczyć angielski, Geografie, mikroekonomie i prezentacje z francuskiego, a kolejny tydzień straszy przede wszystkim Prawem Cywilnym, które za Chiny nie chce mi wejść do głowy.
Dzis mialam dosyć ciężki dzień, bo moja wybitna grupa z informatyki znow nawaliła (jeden zapomniał, drugi zaspał), więc niewiele popracowaliśmy, a na zajęciach głównie ja rzeźbiłam w accessie...
Przed chwila wróciłam z Traffica, gdzie spotkałam się z Agatką. Wysłałyśmy maila do Ani Mru Mru ze zdjęciami z ich występu, na ktorym byłyśmy w Zakopcu. Długo nad nim myślałyśmy, a w końcu wyszło nam z pięć zdań;) Ale było zabawnie.
No, konczę, bo już pewnie moja książka czeka na mnie zbindowana w xerze.
Pozdrawiam kamasze 2007-01-08 16:23:37 skomentuj (0)
* * *
Created by myself
Garfield pochodzi ze strony Loony.to.pl
Znajome blogi Asia her thoughts and dreams Czacki:D Karolinka Blog Karolinki z parteru;) Zetka Blog mojej siostry... Kaśkar Fajna dziewczyna, warto obejrzeć...